"Ja jestem Żyd z Wesela" (wg Romana Brandstaettera). Monodram w wykonaniu Zbigniewa Walerysia Roman Brandstaetter zanotował, co mówił aplikantowi krakowskiego adwokata bronowicki karczmarz Hersz Singer: „na progu izby stoi mały, taki blady, rudy, w czarnym szlusroku, sam stoi, nic nie pije, nie tańczy, tylko stoi i patrzy. Panie koncypiencie, ja takiego patrzenia jak długo żyję nie widziałem. Coś było w tym patrzeniu, coś było, ale co, tego nie umiem powiedzieć. I wie pan, co ja wtedy pomyślałem? Ja pomyślałem w złą godzinę, że od tego małego, bladego, rudego, będzie wielkie nieszczęście. Wie pan kto to był ? Pan nie może wiedzieć, kto to był. To był ten Wyspiański …” Fenomen „Wesela” polega na tym, iż w gruncie rzeczy mało istotne wydarzenie, jakim był ślub poety Lucjana Rydla z chłopką z Bronowic nabiera wymiaru dramatu o przeklętym losie Polaków. To dramat o polskich archetypach, archetypach ściślej o wewnętrznej słabości Polaków, ich swarach i niezdolności do skupieni...
Komentarze
Prześlij komentarz